niedziela, 4 grudnia 2011

Potrzeba auto ekspresji jest chyba silniejsza od poczucia jej niepotrzebności. Potrzeba to chyba najlepsze ze słów, bo "przymus" brzmiałby zbyt poważnie.

Obok śpi ktoś bardzo malutki, ktoś kto jeszcze niedawno się nie uśmiechał. Teraz uśmiecha się bardzo często, lecz nie za często. Dokładnie tyle ile wystarczy żeby się nie znudzić i czekać na kolejny objaw zadowolenia. Jest niezwykle fascynujący, tak, że ów przysłówek wydaje się niezastąpiony w podkreśleniu jego niesamowitości.

Zmagam się z osobistą chęcią pisania i z niezależnym ode mnie brakiem czasu. Nie wiem jak dokładnie nazwać stan, który obecnie przeżywam, ale jest on na poły inspirujący, na poły zaś jałowy, bo charakteryzujący się brakiem decyzyjności. A raczej brakiem konkretyzacji. Wyznaczanie celu mam już poniekąd za sobą, jednak motywacja nadal wydaje się niezwykle trudna do przyjęcia, przeanalizowania, przełknięcia. Ostatnio to właśnie o niej traktują otaczające mnie lektury, choć nie brakuje też tytułów z krwi i kości, czyli prawdziwych powieści. Umberto Eco i jego" Cmentarz w Pradze" przetrawiłam bardzo szybko, być może zbyt szybko jak na tak rozbudowaną historię i autora cieszącego się respektem w całej  czytelniczej Europie. Nie zostawił on jednak we mnie nic prócz tego, co można nazwać wiedzą. Niestety, nie zachwycił. Trudno, książka powędrowała na jedną z wyższych półek, zajmując swoje miejsce wśród tych powieści, po które sięgnie zapewne już tylko Gabryś. No, chyba że zdarzy się jakaś okazja by "Cmentarz w Pradze" pożyczyć komuś zainteresowanemu, bo na pewno nie zarekomendować szczególnie tym, co na czytanie mają niewielue czasu.
Aby nie pozostać z dala od klasyki słucham '"Dumę i Uprzedzenie" Jane Austen w wersji oryginalnej, rzecz jasna. Niezwykle wielka przyjemność z dźwięków anglosaskiej mowy, jakże pięknej, melodyjnej, ba, nawet inspirującej, dodającej energii i elegancji nawet najbardziej przeciętnemu krajobrazowi, w który wtapiam się z umiarkowanie szybko pchniętym wózkiem. Szkoda, że Gabryś nie rozumie jeszcze, że angielski to nie francuski, a francuski to nie polski, którym przez całe życie będzie się posługiwał lub też odkurzał przy okazji rodzinnych zjazdów. Wszak nie wiadomo kim będzie?!
O książkach tyle, a mogłabym jeszcze więcej. Pisanie o tej materii nie sprawia mi większego problemu. Życie książek jest frapujące, ponieważ zachwyca nie tylko swoją zawartością, magią budowaną na fundamentach tajemniczości, ale także na samych sobie jako przedmiotach, a właściwie ciałach martwych, w których istnieją postaci w pełni gotowe do zaistnienia.
Mam przeczucie, że niedługo o tym napiszę, bo odkrycia dokonałam dość niedawno. Zadziwia mnie moja dziecięca ciekawość, a także pasja, która kiełkuje lecz jeszcze nie na tyle by opanować mnie bez reszty. Niech będzie więc spokojnie.