
To dobrze, że czasem popadamy w zachwyt. Czysty zachwyt powodowany niczym innym jak codziennym olśnieniem, które wówczas staje się odświętnym, świeżym poczuciem iluminacji zesłanej skądinąd. Sam fakt, że nasza świadomość odnotowuje, a potem na stałe rejestruje wszlekie euforie tak bardzo przypominające tanią poezję, wskazuje na jej całkowity naturalizm w każdym, wolnym ludzkim umyśle. Bo tylko wolny umysł może pozwolić sobie na puszczenie czegoś zupełnie innego niż codziennej porcji logicznych przesłanek w przestrzeń reflekcyjności. Czy jednak uniesienie wywołane nieoczekiwanym bodźcem zawsze musi być bliskie banału ? Otóż nie, co nie oznacza, że dawka egzaltacji jaka temu towarzyszy charakteryzuje właśnie tomik poezji po brzegi wypełniony ulotnym uczuciem wyjątkowości chwili.
Podmiot lub przedmiot ludziego zachwytu nie jest jednak tożsamy z obiektem lamentu zrozpaczonych poetów. Niemniej jednak może się nim stać jeśli nie przyjmiemy odpowiedniego dystansu. Cokolwiek jednak staje nam na przszkodzie by ów zjawisko uznać za podarunek dla nas samych, nie patrząc na nic, usuwamy wszelkie przeciwności zmuszające do przyjęcia racjonalnej postawy. Cóż jednak nam pozostaje jeśli nie wyzbycie się skłonności do nakładania kolejnych filtrów na zdarzenia, które kolekcjonujemy niczym stare fotografie przedstawiające to, czego zapomnieć absolutnie nie chcemy? Rozsądne wydaje się jedynie założenie w naszej własnej głowie klaseru z takimi niespodziewanymi pamiątkami, by następnie nie zapominając o żadnej, nawet najmniejszej iskrze, przebłysku nadprzyrodzoności, bawić się w posiadacza wspomień i układać, tworzyć wariacje z tego co ofiarowuje nam życie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz