Bała się tych pięknych, słonecznych dni. Dni, w których za oknem słońce stawało się potworem ziejącym prawdziwym ogniem. Nigdy jednak nie narzekała na jego nadmiar. Uwielbiała lato, późny lipiec, początki sierpnia. Tygodnie mijały niezwykle szybko lecz zawsze pozostawały przez cały wrzesień w pamięci.
Teraz jednak było inaczej. Nie potrafiła subtelnie przyglądać się krajobrazowi za oknem. Nie umiała już wyjść na taras i delektując się świeżym powietrzem poczuć prawdziwą wolność. Teraz doznawała poczucia wiecznej tęsknoty. Niekiedy potrafiła sprecyzować, nazwać, nadać temu imię. Innym zaś razem poddawała się bez woli walki.
Właściwie nie narzekała. Zrobiła upragniony kurs języka migowego, była tuż po studiach pedagogicznych. Wakacje stały się więc etapem przejściowym, kiedy to miała nabrać siły na kolejny, nowy rok. Nie potrafiła jednak cieszyć się z możliwości bycia młodą żoną, która upalne dni mogła spędzać rozkoszując się różnorodnością perspektyw jakie ofiarowywał kolejny wschód słońca, a kiedy nadchodził ciepły wieczór delektować się z mężem wspólnym początkiem nowej drogi.
Kancelaria adwokacka znajdowała się tuż przy rynku. Nie lubił swojej pracy, niemniej jednak oddany był jej bez reszty, prowadzony surowym okiem ojca, dziadka i pradziadka spoglądających z ciemnych płócień wypełniających przestrzeń ścian kancelaryjnych. Ignacy uważał, że tradycja jest gwarantem, filarem dobrze funkcjonującej rodziny. Dlatego tak bardzo zależało mu na znalezieniu odpowiedniej żony, która moglaby dopełnić jego jasną wizję przyszłości. Nie pragnął wyzwolonej kobiety, kompana do dysput filozoficznych, takiej która zamiast przygotowywać obiad, siada do komputera by tworzyć kolejny projekt lub wysyłać i odbierać krótkie maile od chętnych do współpracy. Nie pragnął też kobiety przyciągającej wzrok mężczyzn gdziekolwiek by się z nią pojawił. Nie pragnął wreszcie artystki, romantycznej, wiecznie pogrążonej we własnych myślach istoty codziennie niezaspokojonej w każdej niemal sferze. Nie, on pragnął kogoś na wskroś normalnego, kto nie posiada pasji życia, determinującej działanie, kto potrafi obdarzyć go ciepłem i kogo on sam może nim obdarować. Czy ta idealna kandydatka musiała nosić w sobie coś, co wyróżni ją choć trochę z reszty żon szlacheckiej rodziny? Tak, powinna być religijna, dbająca o dom, potrafiąca przyjąć gości i wychować dzieci. Warto by znała literaturę, nie zaczytywała się jednak w książkach, o których można dowiedzieć się z każdego kobiecego pisma. Skoro ma sięgać po książki niech to będą pozycje wartościowe, zakrawające o dziedzinę filozofii lub psychologii.
Obrazy malował namiętnie. Traktował je jak kobiety, do których należy zwracać się z niezwykłą delikatnością by nie obrazić ich przy pierwszym kontakcie wzrokowym. Pędzle, farby, stare płótna, niedokończone szkice, zaczęte obrazy, to wszytsko wypełniało doszczętnie przestrzeń poddasza. Pokój był prawdziwą świątynią dla zapracowanego adwokata. Tysiące spraw sądowych, czerwone oczy skazańców lub oskarżycieli, którym musi nieustannie odpowiadać zakładając maskę pokera. To wszytsko znajdowało przystań w jego obrazach. Najbardziej przejmujące były dzieci porzucone przez rodziców, znienawidzone, przeświadczone o własnym braku wartości. Sceny, których świadkiem i uczestnikiem był na co dzień nie pozwalały o sobie zapomnieć. Każda z nich domagała się postawienia choćby małego pomnika w postaci minimalistycznego szkicu. Właściwie to, co było nadzwyczajne w tej niezwyczajnej rzeczywistości funkcjonowania sądu to fakt, że wszystkie sprawy toczyły się rytmem bardzo wolnym. śmiało rzec można powolnym i jeśli nie narzekania i prośby głównych zainteresowanych czyli oskarżycieli, niektóre z nich nigdy nie zostałyby rozwiązane. Cóż, po prosto należało pogodzić się z nieustannie zwiększaną dawką emocji. Posiadanie owego pokoju, przestrzeni pracy twórczej wynagradzało Ignacemu długie godziny spędzane w zaciszu kancelarii lub w pełni poważnej i czasem nader niespokojnej atmosfery sali sądowej.
Wracajac do domu podejmował w swej głowie kwestie proste, związane z rytuałem życia codziennego. A na ich brak Ignacy nie narzekał. Tuż po przekroczeniu progu swojego domu, kierował wzrok na podarowaną przez dziadka prawosławną ikonę przedstawiającą Chrystusa Ukrzyżowanego. Pielęgnowany od dziecka katolicyzm wrósł tak w naturę Ignacego, że świętością i symbolami chciał wypełnić całą przestrzeń. A cóż bardziej zabezpiecza dom niż umiejscowienie na samym jego wejściu świętego wizerunku ?
Następnie, zdejmował delikatnie płaszcz, buty nie zawsze równo ułożone znajdowały się tuż pod nim. Żona, która od roku witała go w salonie, obdarzając męża przelotnym uśmiechem i pocałunkiem złożonym na granicy kącików ust pytała jak minał dzień. Następnie siadali razem do późnej obiado-kolacji i wśród ciszy zmąconej jedynie odgłosami wprowadzonymi w ruch sztućcami pozwalali ciałom posilić się w całkowitym spokoju.Były to długie chwile ujawniania się tęsknoty, tej o której tak często pisała w notesie od P. . I choć niekiedy bała się precyzować stan aktualnego uczucia, to jednak wykształcona w ramach prywatnej edukacji chęć i potrzeba nazywania emocji zawsze realizowała się w głębi jej samej. Nieprzelewana na papier, skonkretyzowana myśl nabrawszy odpowiedniego kształtu determinowała cały proces postrzegania, odczuwania i interpretowania rzeczywistości. Najwyraźniej kolejny raz napawała ją niezbita tęsknota. Myślami uciekała do mapy wspomnień stworzonej przez nią samą . Podróżowała tak zawsze gdy chciała poczuć odrobinę wolności, beztroski, braku ustalonego planu. Nigdy nie pozwalała sobie na przywoływanie obrazów, które mogłyby zmącić impresję chwili obecnej. Jej księga pamięci- umysł , miał być bezpieczna przystanią, keją, gdzie opuchnięta przez melancholię głowa mogła spokojnie przeczekać najbardziej porywiste wiatry emocji.
Ignacy nie był świadomy co drzemie w przestrzeniach umysłu jego żony. Nawet jeśli zastanawiał się co ta fascynująca, młoda kobieta przechowuje w sobie, że skłoniła go do decyzji o ślubie, to nigdy jednak swoją refleksynością nie wybiegł dalej niż do małego, wypielęgnowanego ogródka, w którym zawarte są odpowiedzi na fundamentalne pytania. Ogródek jest dość ciasny by nie pomieścić ewentualne wątpliwości, i nie pozostawia choćby małej furtki otwierającej całe spektrum innych możliwości poznawczych. Ten schludnie wyglądający kawałek umysłowej zieleni wystarczył by jego żona podobna była do postaci anielskiej, stąpającej po świecie z harfą u boku. Owe wyobrażenie tak bardzo zakorzeniło się w jego świadomości, że zapomniał, iż rozwija się ona sporo czytając, oglądając, rozmawiając, tworząc. Zapominał też, że jej komputer często pozostawiony w stanie hibernacji zawiera w sobie dane, o których on- jej mąż, nie ma zupełnie pojęcia. I nie dlatego, że miłość do słowa ukrywana była niczym kochanek w życiu młodej kobiety, lecz dlatego, że nigdy jej nie słuchał, tak jak ona tego pragnęła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz